Zdarzają się wyprawy, które planujesz długo, pieczołowicie i z wyprzedzeniem. Ale są też takie, które… po prostu się dzieją. Niespodziewanie. Spontanicznie. Intuicyjnie. Tak było właśnie tym razem – kiedy życie nieoczekiwanie rozdzieliło mnie z moją towarzyszką Asiulą, a rodzina pojechała na Hel beze mnie. Zostałam sama – z głową pełną pracy, telefonem rozgrzanym do czerwoności i zmęczeniem, które paraliżowało myśli. Ale właśnie wtedy pojawiła się myśl: a może to jest właśnie ten moment? Ten, by jechać sama.